Wzrastanie w relacjach międzyludzkich. Z ks. Grzegorzem Godawą, duszpasterzem, wychowawcą, wykładowcą na UPJPII rozmawia Dorota Kumorek

Posted on

– Czym jest rozwój? Jakie są podziały rozwoju w przypadku człowieka?
– Od strony pedagogicznej rozwój jest procesem przemian, które występują w człowieku. Zachodzą one pod wpływem oddziaływania na siebie wielu czynników, wśród których możemy wyróżnić będące potencjałem osoby oraz wpływem otoczenia. Najczęściej mówimy o rozwoju fizycznym, psychicznym, religijnym, czy moralnym. Każdy z nich obejmuje inną sferę życia człowieka, ale wszystkie spotykają się w jednym podmiocie – w osobie ludzkiej.

– Na czym polega wzrost człowieka?
– Wydaje mi się, że wzrost to pojecie pokrewne do rozwoju, ale bardziej wysublimowane, dotykające sfery duchowej człowieka. Nie jest ono czystą kategorią pedagogiczną, ale jednocześnie każdy z nas kojarzy to pojęcie z rozwojem człowieka jako osoby. Na czym on polega? Myślę, że na aktualizacji potencjału tkwiącego w człowieku. Z tym, że nie jest to jego bezładna eksplozja lecz ukierunkowana poprzez cele, według których rozwija się człowiek. Te cele są bardzo ważne, one wskazują kierunek, ale nie tylko. Cele opierają się na wartościach i dlatego same w sobie są piękne, mają niezwykłą siłę przyciągania, np. prawdomówność sama z siebie inspiruje. Bardzo ważną rolę odgrywa środowisko, czyli rodzice, wychowawcy i inne osoby znaczące. To oni wskazują cele, podpowiadają środki do ich realizacji, stymulują rozwój. Jeśli pokażą wychowankowi dobre cele, wtedy jest szansa na jego duchowy wzrost. Jeśli cele będą oparte na pseudowartościach, to wzrost będzie tylko fikcyjny.

– Jakie znaczenie mają relacje rodzinne, małżeńskie i narzeczeńskie dla procesu wzrastania?
– Można zaryzykować twierdzenie, że wzrost człowieka może się dokonywać tylko w relacjach z innymi osobami. Relacje rodzinne to jedne z najbardziej znaczących więzi społecznych. Każda z wymienionych przez Panią więzi jest szalenie ważna dla właściwego rozwoju. Weźmy na przykład więź pomiędzy rodzicami a dziećmi. Oczywiste jest, że największy wpływ na rozwój dziecka, przynajmniej w pewnym okresie czasu, mają rodzice. To oni są wychowawcami i uczą jak osiągać cele. Mamy więc tutaj do czynienia z jednostronnym oddziaływaniem wychowawczym. Ale bywa też tak, że role się zamieniają! Wtedy dziecko, choć często w sposób nieuświadomiony, staje się przewodnikiem wzrostu duchowego rodziców. Czasem taka sytuacja ma miejsce w przypadku dziecka chorego terminalnie, które dojrzalej postrzega zbliżającą się śmierć niż jego opiekunowie. A w mniej drastycznym zobrazowaniem jest sytuacja, w której dziecko przygotowujące się do pierwszej Komunii św. zabiera ze sobą rodziców na spotkania i nabożeństwa, stawia im pytania. Kochający rodzice pójdą wszędzie za swoim dzieckiem. Dzieje się tak nawet wówczas, gdy sami nie są zbyt religijni. Towarzyszenie dziecku w przygotowaniach pierwszokomunijnych otwiera ich na świat, którego nie znali, lub o którym zapomnieli. Wtedy mają szansę wzrosnąć i stosunkowo spora część rodziców z niej korzysta. Wzrastanie w więziach narzeczeńskich i małżeńskich posiada inny charakter. Musi przejść przez pewne etapy, które wiążą się z przygotowaniem do ślubu, przyjęciem sakramentu małżeństwa, wspólnym zamieszkaniem, pracą i wychowaniem dzieci. Tutaj już nie chodzi tylko o troskę w własny wzrost, ale także ukochanej osoby. Nie można zapominać, że jedność małżeńska obejmuje także sferę seksualną, która nie powinna stawać się przeszkodą, ale wręcz ułatwieniem w duchowym wzroście. Mąż i żona, chociaż zawsze pozostają kimś odrębnym, są postrzegani jako całość, jedność i muszą się starać, by tak było rzeczywiście. Oczywiście, z tym się wiąże ogromny trud, konieczność pokonywania wielu napięć, ale małżeństwo, rodzina są najbardziej naturalnymi środowiskami wzrastania człowieka, dlatego warto.
W związku z Pani pytaniem przypomina mi się wydarzenie, jakie miało miejsce kiedyś na jednej z angielskich uczelni. Prowadzący zajęcia wypowiadał się na temat małżeństwa, deprecjonizujac jego wartość. Sam podkreślał, że ma już drugą żonę oraz wspaniałego przyjaciela, z którym się świetnie rozumie. W pewnym momencie przerwał wykład i zapytał, czy ktoś z jego słuchaczy wstąpił już w związek małżeński. Zgłosiła się jedna ze studentek, jak się okazało, żona dopiero od roku. Nauczyciel zasugerował, że nawet w małżeństwie trzeba mieć przyjaciół, na co Paola z uśmiechem odpowiedziała: „Zgadzam się, ale to mój mąż jest moim najlepszym przyjacielem…”. Wzrastanie w takim małżeństwie musi być samą przyjemnością.

– Jaki wpływ na nasze wzrastanie mają relacje przyjacielskie?
– Mały Książę, gdy pytał Lisa jak się zdobywa przyjaciół, usłyszał, że najpierw trzeba kogoś oswoić, to znaczy stworzyć z nim więzy. Zaraz potem dowiedział się, jak misterna jest cała procedura oswajania drugiej osoby. Opiera się ona ma zasadzie małych kroków, prowadzących do prawdziwej przyjaźni. Nie można ich przyspieszyć, ani pominąć.
Można powiedzieć, że już samo budowanie prawdziwej przyjaźni jest bardzo korzystne wychowawczo. Poznawanie drugiego człowieka, zafascynowanie nim, jednak bez zakładania wyłączności na jego miłość powoduje, że powstająca więź staje się wyjątkowa. Wzrastanie w towarzystwie przyjaciela jest wspólnym patrzeniem w jednym kierunku, przed siebie. Jest wspólnym dążeniem do jego osiągnięcia i radością z tego płynącą. Do tego potrzebny jest jednak ten wyjątkowy człowiek, którego można nazwać przyjacielem. I czas, dużo czasu. A ponieważ, jak usłyszał Mały Książe, ludzie nie mają czasu, nie mają też przyjaciół…

– A wrogowie? Czy coś możemy im zawdzięczać?
– Zniechęcenie, albo mobilizację. Zależy od każdego z nas, od jego struktury psycho-moralnej. Z pewnością nasi wrogowie uczą nas ostrożności w relacjach, mogą zdemotywować do tworzenie głębokich więzi. Z perspektywy duchowego wzrostu są nam jednak potrzebni, ponieważ stawiają wysoką porzeczkę przebaczenia. Gdy pokonamy jej wysokość, poprawiamy swój życiowy rekord w skoku wzwyż. Wtedy wzrastamy, wtedy przychodzi radość, uśmiech jak u Blanki Vlašic  po skoczeniu 2,06 m.

– Trudne sytuacje, będące konsekwencjami różnych  błędów życiowych, czy grzechów a także sytuacje krzyża mogą spowodować, że osłabieni odwracamy się od innych ludzi albo przeciwnie – rozpaczliwie lgniemy do nich, często budując toksyczne więzi.  Jakie relacje międzyludzkie są wskazane w czasie największych życiowych prób i pokus?
– No, tak zdarza się, że nie pokonamy tej, czy innej życiowej poprzeczki. Wtedy pojawia się potrzeba ciepła i akceptacji, nawet za najwyższą cenę. Jest to stan bardzo trudny, choć nie przegrany z założenia. Wymaga jednak od nas ogromnego wysiłku i rozsądku. Tak, jak Pani powiedziała, zagrożenie budowania toksycznych więzi jest wtedy bardzo duże. Jakie relacje są wtedy wskazane? Myślę, że z osobą dojrzalszą duchowo, z założeniem, że ta relacja nie jest zawoalowaną formą rozluźnienia więzi małżeńskiej. U podstaw toksyczności znajduje się mechanizm manipulacji, a ta zabiera wolność, nie tylko małżonkom. Susan Forward w swej słynnej książce Toksyczni rodzice pokazała całe spectrum toksycznych oddziaływań, mogących funkcjonować w rodzinie. W takim środowisku nie ma miejsca na wzrost. Bodźcem popychającym w stronę niewłaściwych relacji może być nie tylko toksyczna rodzina, ale np. także odczucie samotności, płynące z braku bliskich osób. Ilu z naszych rodaków, wyjeżdżając za granicę, traci kontrolę nad swoim życiem moralnym? Ile toksycznych więzi tworzy się w atmosferze oddalenia i tęsknoty? Każda taka sytuacja jest wielkim wołaniem o zdrowe relacje w naszym życiu.

– Jak w takim razie wchodzić w zdrowe relacje?
– Zdrowe relacje tworzą ludzi zdrowi. Mało, coraz mniej jest takich osób, ale na szczęście wciąż są! I nie chodzi tutaj tylko o osoby nieskażone toksycznością, ale także o te, które wyzwoliły się spod jej dyktatury. Śmiem powiedzieć, że nawet jedna osoba, którą znamy i wiemy, że jest wewnętrznie wolna jest ważnym punktem odniesienia. Dobrze, jeśli jest nią rodzic lub współmałżonek… Relacja z nią może uchronić nasz duchowy wzrost przed regresją.
Nie możemy zapominać, że dla człowieka wierzącego najważniejszym odniesieniem jest Bóg. W nim nie ma manipulacji, jest pełna wolność i prawdziwa miłość. Trzeba pamiętać, że głęboka relacja z Bogiem jest najzdrowszą z możliwych więzi na ziemi. To w relacji z nim najbardziej wzrastamy, jego miłość jest także podstawową formą terapii w chwilach, gdy uświadamiamy sobie własne ograniczenia i trudności.

– Dziś dużo się mówi o doskonaleniu człowieka, ludzkim rozwoju, budowaniu siebie, a Jezus naucza, że żeby wzrosnąć trzeba wpierw obumrzeć. Co to znaczy? Czy to nie kłóci się z tym co mówi nauka o pozytywnym myśleniu?
– Pedagogia Jezusa różni się od dzisiejszej mentalności, którą można nazwać mentalnością promocyjną: wszystko, co jest promocją trzeba wykorzystać, nie wolno dać się wyprzedzić, trzeba wykorzystać każdą okazję, tylko głupiec tego nie robi. A Chrystus nie skorzystał ze sposobności aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie… (Flp2, 6-7 ). Uczynił to dla nas, kierując się miłością. W ten sposób nie tylko potwierdził swoją miłość, ale również pokazał bardzo ważną zasadę rozwoju: wzrastanie zakłada obumieranie. To końcowe, u schyłku ziemskiego życia, ale także codzienne, duchowe obumieranie z egoizmu, pychy, złośliwości. To bardzo trudna pedagogia, ale jedyna skuteczna. Ona wymaga wysiłku i zaangażowania, czasem rezygnacji z tego, co jest promocyjne, okazyjne, modne. To niewykorzystywanie każdej sposobności do posiadania powoduje, że zaczynamy posiadać Boga i samych siebie. A to jest bezcenne.

– Osoby duchowne, poświęcone Bogu mogą być naszymi przewodnikami na drodze do zbawienia. Jakie są formy kierownictwa duchowego?
– Kierownictwo duchowe to poważne zadanie dla obu stron spotykających się w konfesjonale, czy w rozmównicy. Można powiedzieć, że jest ono pewną formą wypowiedzenia siebie w obecności kierownika duchowego. Należy pamiętać, że nie jest to jednak terapia psychologiczna. W tradycji Kościoła kierownictwo duchowe zawsze koncentrowało uwagę na Chrystusie, jako jedynym duchowym mistrzu. Coraz więcej osób korzysta z tego kierownictwa realizowanego poza konfesjonałem, niemało jest i takich, którzy korzystając z sakramentu spowiedzi, proszą o konkretne rady dotyczące ich relacji z Bogiem. To bardzo dobre symptomy w naszym społeczeństwie. Między innymi świadczą one o tym, że wielu ludziom zależy na wewnętrznym wzroście.

– Czy Ksiądz spotkał na swojej drodze kogoś ważnego, kto pomógł mu wzrosnąć, przewodnika duchowego?
– Spotkałem takiego przewodnika wiele lat temu. I do dzisiaj korzystam z jego pomocy. To wielki skarb mojego życia! Z kierownictwem duchowym wiąże się wiele interesujących zagadnień. W wywiadzie-rzece z prof. Anną Świderkówną, pod tytułem Chodzić po wodzie, pada bardzo ciekawe spostrzeżenie, dotyczące kierownictwa duchowego: po dłuższym czasie korzystania z niego, nabiera się wewnętrznego przekonania co do rozwiązań, jakie z pewnością podpowie kierownik. Gdy więc nawet go nie ma w pobliżu, można działać ze spokojem sumienia. Sam tego niejednokrotnie doświadczyłem, a kierownictwo polecam jako świetne lekarstwo na duchowy wzrost!

– Święci jak wiemy ukochali krzyż Chrystusowy. Co to znaczy akceptować krzyż?
– Akceptacja krzyża nie oznacza pragnienia cierpienia dla niego samego. Czym innym jest przyjęcie krzyża, który spada na nasze barki, a czym innym tzw. wyuczona bezradność, która zawiera w sobie bierność wobec wszystkiego co trudne i wymagające wysiłku. Ukochanie krzyża to przyjęcie tego co jest trudne i konieczne. Istnieje cała przestrzeń ludzkich działań, w których możemy i powinniśmy zrobić wiele dla innych, by życiowy krzyż pomagał im i nam wzrastać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *